Road trip (dzień 2): Aberdeen -> Inverness

Cele dnia drugiego: plaża, zamek, skała i whisky. Zaliczone 4/4! 🙂

Warunki spoko, ale najmilej zaskoczyło nas pyszne śniadanie. Oczywiście, jak to w Szkocji, nie mogło zabraknąć owsianki (ang. porridge), ale dostaliśmy także croissanty do zjedzenia na słodko lub słono oraz ogromny talerz owoców (winogrona, truskawki!).

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Śniadanie mieliśmy wcześnie, bo o 8 am. O tym jak było pysznie pisałam we wczorajszym poście. Zebraliśmy się dość szybko, bo po drodze do Aberdeen czekało na nas wiele punktów widokowych, które chcieliśmy odwiedzić.

Najpierw pojechaliśmy odwiedzić ładną plażę – Balmedie Beach, obejrzeć wydmy, pozbierać muszelki i sprawdzić temperaturę wody. Tamtejsze wydmy przypominają zdecydowanie bardziej wybrzeże holenderskie niż polskie.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Kolejnym punktem na naszej wycieczkowej mapie był Slains Castle. Wklepaliśmy więc nazwę w nawigację i ruszyliśmy w dalszą drogę. Dojazd zamku okazał się bardzo błotnisty i wyboisty. Zaparkowaliśmy auto w polu i dalszą drogę postanowiliśmy pokonać pieszo. Docieramy na miejsce i widzimy jakąś jedną ruinę wieżyczki. Jakoś nie tak sobie ten zamek wyobrażaliśmy… Szczególnie, że google przy zapytaniu „Slains Castle” wyświetla takie wyniki:

slains castle

A to, co zobaczyliśmy w ogóle nie przypominało zamku. Okazało się, że trafiliśmy do Old Slains Castle, czyli ruin XIII-wiecznej budowli. Do czasów obecnych zachował się tylko fragment jednej ściany.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Jednak nie przeszkadzało nam, że zobaczyliśmy tylko jedną ścianę budowli, bo otoczenie było przepiękne. Pogoda też się poprawiła i po wczorajszym deszczu nie było śladu. Niektórzy z nas zeszli na dół po zboczu do Morza Północnego. Widoki były niesamowite!

Zaraz za ścianą zamku znajdował się jeden dom! Zastanawialiśmy się jak to jest mieszkać na takim odludziu. I doszliśmy do wniosku, że fajnie byłoby tu przyjechać odpocząć. Zero zasięgu, prawie zero cywilizacji!

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Po złapaniu zasięgu (czasem w północnej Szkocji bywa z tym naprawdę ciężko…) sprawdziliśmy, że zamek, którego szukamy nazywa się New Slains Castle i znajduje się jakieś 8 km dalej na północ. Ruszyliśmy więc w dalszą drogę. Jednak dojazd do tego zamku wcale nie był dużo lepszy niż do ruin Old Slains Castle. Droga koszmarnie wyboista. Ludzie idący pieszo dziwnie się patrzyli na nasze próby dojechania do zamku. Znów zrezygnowani zostawiliśmy samochód na poboczu i dalej poszliśmy na nogach.

New Slains Castle został wybudowany po 1597 roku przez Francis Hay’a, 9. hrabiego z rodziny Erroll. Był to szkocki arystokrata żyjący w latach 1585-1631. Przeszedł na katolicyzm i w konspiracji z królem Hiszpanii chciał usunąć z tronu królową angielską Elżbietę I.

Zamek był kilkakrotnie rozbudowywany, ale największa przebudowę przeszedł w latach 1836-1837. W tym czasie założono też przyzamkowe ogrody. Natomiast w 1913 roku 20. hrabia z rodu Erroll, Charles Hay, sprzedał zamek, co zakończyło 300 letnią historię rodziny w tym miejscu. Na początku XXI wieku pojawiły się plany odrestaurowania zamku, jednak z przyczyn ekonomicznych są one wciąż odkładane w czasie.

Dziś można bez ograniczeń podziwiać ruiny zamku. Można też wspiąć się na wieżę i obserwować widoki z okien. Ale uwaga! Bo okna nie są niczym zabezpieczone. Na końcu schodów również nie ma żadnych barierek…

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Podobnie jak przy poprzednich budowlach, również tu okolica zamku jest równie urokliwa i warta zobaczenia, co same ruiny.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

O kolejnym odwiedzonym przez nas miejscu dowiedziałam się od mojej szkockiej gospodyni. Jest to niezwykły łuk skalny Bow Fiddle Rock. Ale jadąc tam byliśmy dość sceptyczni. Co może być niezwykłego w kamieniu w wodzie?! Zobaczyliśmy ten kamień i mowę nam odjęło!

Bow Fiddle Rock to naturalny łuk skalny znajdujący się w pobliżu Portknockie na północno-wschodnim wybrzeżu. Według Wikipedii skała ta wzięła swoją nazwę od kształtu łuku, który przypomina właśnie skrzypcowy smyczek (ang. bow – smyczek, fiddle – skrzypce). Widok na skałę wspaniały zarówno ze wzgórza, jak i z poziomu morza.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Na naszej liście must-see znalazła się też katedra w Elgin. Chociaż słysząc „katedra” nastawiłam się bardziej na działający wciąż kościół. Elgin Cathedral okazała się być ruinami kościoła, który powstał na ziemi podarowanej przez króla Aleksandra II i został poświęcony 19. lipca 1224 roku. Katedra kilkukrotnie uległa pożarom, między innymi w 1270 i 1390 roku. Od XIX wieku budynek coraz bardziej niszczał, aż w końcu popadł w ruinę. Obecnie można zwiedzać budowlę, ale tylko do 5 pm. w okresie zimowym, a my przyjechaliśmy an miejsce za późno, żeby wejść na teren zabytku. Mogliśmy tylko obejrzeć katedrę z zewnątrz.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Przy okazji pobytu w Elgin przeszliśmy się też do centrum miasteczka na kawę. Miasto liczy około 23 tys. mieszkańców. Pierwsze dokumenty mówiące o jego istnieniu pochodzą z 1190 roku.

To, co nas zaskoczyło po wejściu na ryneczek, to rzeźba lwa z rybim ogonem ubranego w kaszmirowy kardigan. 😀

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

W końcu dotarliśmy do Inverness. A właściwie na jego dalekie przedmieścia, gdzie mieliśmy zarezerwowany nocleg. Odświeżyliśmy się trochę i pojechaliśmy do centrum miasta coś zjeść i zrobić zakupy na wieczór.

Wstąpiliśmy do Black Isle Bar. Okazało się, że mają tam bardzo dobrą pizzę (był specjalny piec do wypiekania pizzy – to samo już dobrze wróży). Z Haną zamówiłyśmy wariant ze szpinakiem i mozzarellą. Ale inne też wyglądały super. 😉

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Na dalszy ciąg wieczoru kupiliśmy whisky (Bell’s Original Blended Whisky). Można jej nie lubić, ale trzeba spróbować! Z tym próbowaniem trochę nam zeszło. Szczególnie, że nie jesteśmy wielkimi smakoszami tego złotego trunku i jednak (z wyrzutami sumienia…) dodaliśmy coli. W między czasie graliśmy w karciane Fire Circle. Dla zainteresowanych zasady gry (w linku). Próbowaliśmy też zabawić się w  Psychologa (zwanego też Psychiatrą) – grę, w którą gramy czasem w FDA i która poznałam podczas mojego pierwszego obozu w Białym Dunajcu. Okazuje się, że ta gra jest dość popularna, bo nie tylko ja ją znałam wcześniej. 😉

W domku, który wynajmowaliśmy znaleźliśmy też trzy gitary. Hitem, który próbowaliśmy wyśpiewać pół nocy, a znaliśmy tylko dwie linijki refrenu, było „Tears in heaven” w tej wersji. 😀

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Skończyliśmy grać w gry jak było już grubo po trzeciej. Ale pobudkę w niedzielę wyznaczyliśmy na 8:30, bo celem było Loch Ness i Highlands. Chcieliśmy też dotrzeć przed 18 z powrotem do Dundee.


Zobacz też relacje z innych dni Scottish road tour:

Road trip (dzień 1): Dundee -> Aberdeen

Road trip (dzień 3): Inverness -> Dundee

Reklamy

2 thoughts on “Road trip (dzień 2): Aberdeen -> Inverness

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s