Pożegnanie z Edynburgiem

Po raz trzeci (i niestety ostatni podczas mojego Erasmusa) pojechałam do Edynburga, żeby jeszcze trochę nacieszyć się atmosferą tego pięknego miasta. tym razem jednak nie pojechałam tam sama, a spotkałam się z kolegą z Polski, a także dwójką znajomych z Dundee (z których jeden pochodzi z Edynburga). Przeszłam pieszo jakieś 40 km, ale było warto.

Piątek

Do Edynburga pojechałam w piątek prosto z uczelni. Spotkałam się z Kamilem na dworcu, zostawiliśmy bagaże u mojej rodziny (bardzo dziękujemy za gościnę!) i poszliśmy zwiedzać miasto. Już raz byliśmy razem w Edynburgu, na jeden dzień.

Do centrum poszliśmy przez pobliski Inverleith Park. A tam tłumy grillujących ludzi! Nie ma się co dziwić, temperatura pod 30 stopni praktycznie nie powinna się tu w Szkocji zdarzyć!

IMG_20170526_203028

IMG_20170526_203208

Jeziorko w parku Inverleith.

Słyszałam kiedyś o ciekawym smakołyku, który jest podobno dość popularny w Szkocji. Jednak bardziej wśród turystów, niż mieszkańców. I całe szczęście, bo jest to prawdziwa bomba kaloryczna! O co chodzi. O „deep fried mars bar„, czyli znany baton Mars smażony w cieście na głębokim oleju. Ale nie znajdzie się tego w specjalnym sklepie… Trzeba się udać do… typowego fish and chips! A batony smażone są w tym samym oleju. Brzmi okropnie? Też mi się tak wydawało. Ale to jest zaskakująco… dobre! I warte spróbowania przynajmniej raz w życiu.

Następnie udaliśmy się na Calton Hill, wzgórze, o którym pisałam we wpisie Edynburg po raz drugi. Wdrapaliśmy się na National Monument i stamtąd oglądaliśmy panoramę miasta. Zaskoczyło nas stojące pod niby-Partenonem krzesełko. Po co? Żeby łatwiej się było wdrapać na budowlę. 🙂

Zaczęło się robić ciemno, więc po chwili postanowiliśmy wrócić do centrum.

Poszliśmy spacerkiem w kierunku zamku, widocznego w oddali na powyższym zdjęciu. W drodze powrotnej przeszliśmy przez uroczą część miasta – Dean Village.

Wieczorem w domu spróbowaliśmy jeszcze piwa uwarzonego przez naszego edynburskiego gospodarza – Alana. Polecamy 🙂

IMG_20170527_005941_607.jpg


Sobota

W sobotę po śniadaniu spotkaliśmy się z Hancą i Bryanem przy Scott Monument w samym centrum i poszliśmy razem zwiedzać miasto.

20170526_104312

Scott monument

Na początku początku poszliśmy w kierunku Arthur’s Seat. Nie doszliśmy jednak na czubek, a obraliśmy inną trasę. Jak się okazało – ciekawszą. Trafiliśmy bowiem na ruiny kaplicy św. Antoniego.

20170527_131834

z drogi w Holyrood Park

Początki sięgają prawdopodobnie początków XIV wieku, a najstarsza wzmianka pochodzi z roku 1426 i dotyczy sfinansowania przez papieża pewnych napraw kaplicy. Prawdopodobnie kaplica popadała w ruinę od czasów reformacji. Do dzisiaj ostał się tylko fragment północnej ściany budynku, który jednak wygląda bardzo malowniczo na tle okolicznych wzgórz tworzących Holyrood Park.

Więcej o kaplicy i jej historii na stronie undiscoveredscotland.co.uk

20170527_131449.jpg

Potem przeszliśmy na Calton Hill, dla mnie i Kamila był to już drugi dzień pod rząd. Ale że stamtąd roztaczają się piękne widoki, to nie marudziliśmy, tylko wdrapaliśmy się tam jeszcze raz. Zjedliśmy lunch, czyli przygotowaną przez Hancę sałatkę, siedząc na stopniach the National Monument. Zwiedziliśmy też małą galerię sztuki współczesnej, znajdującą się na szczycie wzgórza.

Następnie przeszliśmy do National Museum of Scotland. Niestety muzeum było otwarte tylko do 17, więc nie zostało nam dużo czasu na zwiedzanie. Zobaczyliśmy tylko kilka wystaw, głównie tych dotyczących odkryć i najdawniejszej historii Szkocji.

Dalszą część wieczoru stanowił głównie mini pub crawl, czyli próbowanie różnych piw. Pierwszy postój (i schowanie się przed deszczem) był w południowoamerykańskiej knajpce Boteco Do Brasil, gdzie próbowaliśmy brazylijskiego piwa Brahma.

IMG_20170527_171625

Potem poszliśmy coś zjeść. W końcu nachodziliśmy się sporo, a przez cały dzień zjedliśmy tylko trochę sałatki. Szukając inspiracji u wujka Google natrafiliśmy na The City Restaurant. Jest to restauracja z typowym szkockim jedzeniem i bardzo przystępnymi cenami. Za niecałe 7 funtów dostałam pizza supper, „deep fried pizza with chips” czyli smażoną w oleju (a jakże!) pizzę z porcją frytek. Z trudem dobrnęłam do połowy porcji, tak to było sycące.

IMG_20170527_181926

Znalezienie kolejnego pubu nie przyszło nam już z taką łatwością, bowiem robiło się coraz później i najlepsze miejsca w centrum były już dość mocno zatłoczone. Ostatecznie wylądowaliśmy w pubie Pilgrim, gdzie spróbowałam ich autorskiego piwa. Pub ten ma też bardzo ciekawe motto „Not all those who wander are lost”, czyli „Nie wszyscy, którzy wędrują są zagubieni”, a wnętrze jest wypełnione starymi walizkami. Bardzo klimatycznie!

W tym lokalu dołączyły do nas na chwilę koleżanki Hancy, które też tego dnia były w Edynburgu. Byłą więc okazja, żeby wymienić uwagi o Szkocji, a także dowiedzieć się jak podobne mamy języki (tak, udało się nam nawet dogadać po czesko-polsku).

Od Bryana dowiedzieliśmy się, że w ścisłym centrum jest też polski akcent, bar z polską wódką. Ciężko jednak tam trafić nie mając żadnych wskazówek, bo lokal schowany jest w jednej z wąziutkich uliczek odchodzących od Royal Mile. Pewnie też stąd wzięła się jego nazwa – Secret Arcade – Secret vodka bar. Tam jednak nie zamówiliśmy niczego, bo tłum był taki, ze do baru stalibyśmy pewnie dobre pół godziny. Dlatego kontynuowaliśmy poszukiwania.

Ostatecznie zdecydowaliśmy się usiąść w The Banshee Labyrinth. Tam próbowałam jednego z bardziej kremowych piw jakie w życiu piłam – z browaru McEwan’s (70/-). Zagraliśmy tam też raz w bilarda (chłopaki nawet dwie partie).

Pożegnaliśmy się dość późno, a następnego dnia trzeba było też wstać rano i ruszyć do miasta…


Niedziela

W niedzielny poranek nasz gospodarz Alan przywitał nas prawdziwym szkockim śniadaniem! Było ono tak sycące, że w zasadzie nie musieliśmy nic jeść aż do późnego popołudnia.

IMG_20170528_095938

więcej o składzie typowego szkockiego śniadania pisałam we wpisie: Trzy szkockie potrawy i spalanie kalorii

Zapakowaliśmy wszystkie nasze rzeczy i ruszyliśmy do miasta. Czasu robiło się coraz mniej, bo oboje z Kamilem mieliśmy autobusy powrotne w okolicach 15/16. Do centrum poszliśmy trochę na około, bo przez ogród botaniczny Royal Botanical Garden. Wszystko wyglądało tak pięknie! Ale niestety, nie mogliśmy tam za długo zostać…

Potem ja poszłam na 12 na mszę do St Mary’s RC Cathedral. W tym kościele byłam już poprzednio, o czym pisałam tu: Edynburg po raz drugi. Natomiast mój znajomy postanowił w tym czasie dokończyć zwiedzanie muzeum narodowego.

Spotkaliśmy się przy pomniku Scott Monument, od którego rozpoczęliśmy sobotnie zwiedzanie. Mimo tego, że było trochę pochmurnie, to siedzenie na trawie i picie kawy sprawiało ogromną przyjemność.

I tylko szkoda, że póki co to już koniec moich wycieczek do Edynburga… Może kiedyś jeszcze tu wrócę? 🙂

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s